Elf zaklęty w kociej postaci

Karmelka

Delikatna, eteryczna, pełna wdzięku panienka, która rozkochuje, zachwyca, roztapia ludzkie serca, kruszy nawet te najtwardszy. Ten kot to magia! Absolutna magia, śliczność, niewinność, złoty charakter... nie pokochać tego kotka jest misją nie do wypełnienia. Karmelkę się po prostu kocha. Tę słodką buro-rudą, lekko upuchacaną Karmelkę.  Ma w sobie mnóstwo ciepła, mnóstwo uroku. Mały pieszczoch, który skrada wiele całusów i wiele głasków. Gdy tylko pojawia się na horyzoncie, w mig skupia uwagę i wzbudza podziw, chociaż sama jest raczej skromna, cicha i nienachalna.

Lubi obserwować ludzi z wysokich punktów, a kiedy rozbudza się ze snu, by zejść do parteru pręży grzbiet tak elastycznie i kocio, że bardziej się nie da. Można patrzeć na nią bez końca, bez względu na to co porabia. Karmelka trafiła do Kociej Kawiarni jako kotek porzucony... na cmentarzu, we Wszystkich Świętych. Ktoś chciał pozbyć się "problemu" i liczył, że w tym dniu, w tym miejscu jakiś Inny - bardziej odpowiedzialny - Ktoś pomoże kici. Tak Karmelka zamieszkała u nas.

Czaruś i królewicz

Arrow

Czasem tylko wpadnie jak strzała, rzuci krótkie Cześć i Pa i już go nie ma, taki to rozchwytywany, zajęty kot. A czasem przychodzi chwila wytchnienia od psot i pojawia się Arrow, którego nie dobudzi nic a nic, nie przekona do zabawy choćby i najlepszy kumpel od imprez. Zachowuje równowagę: raz szaleństwo, raz błoga beztroska - łapki w górę, brzuch na wierzchu i spanko w bezwstydnych pozach. Bez wątpienia wypędza nudę w najdalszy kąt, nawet gdy śpi potrafi rozbawić. Nie brak mu wigoru, stu pomysłów na minutę, szaleńczej iskry w oku, taki z niego chochlik że hej. No i piękny jest. Wysportowana, smukła sylwetka, intensywny kolor futra, wielkie okrąglutkie oczy - robi wrażenie. Taki koci czaruś i królewicz. Jedno słowo? Łobuz. Dwa słowa? Leniuch też. Czasem każdy musi trochę poleniuchować.

Arrow trafił do Kociej Kawiarni, ponieważ jego opiekunka miała astmę i nie mogła się dłużej nim opiekować. 

Łobuz spożywczy

Topik


Skryto-ciasto-żerca. Gdy człowiek straci czujność, hyc i Topikowa łapka już kombinuje jakby tu skraść choć kawałek słodkości. Trzeba uważać - Topik to prawdziwi tajny agent: szybki, sprytny, czujny. I... Rozbrajający. Przekochane, przezabawne z niego stworzenie. Potrafi tymi maślanymi oczami zwrócić na siebie uwagę. Czasem struga poważniaka, udaje dorosłego niezależnego pana kota, niczym zbuntowany nastolatek, ale to wciąż jeszcze kocie dziecko, pełne dziecięcej radości i beztroski. 

Oczywiście, jak przystało na kotka, lubi też pospać, jego ulubionym miejscem do drzemki jest ostatnie piętro półki. Liczy tam na trochę przestrzeni i spokój od przyziemnych spraw, chociaż wystarczy go pogłaskać, by już śmiało wystawiał brzuch do miziania. Topik trafił do Kociej Kawiarni wraz z mamą Kropką i siostrą Topcią. Cała rodzinka została znaleziona przy pętli tramwajowej, więc najprawdopodobniej ktoś kotki porzucił.

Prawdziwa księżniczka

Topcia 

Potrafi oczarować subtelnością, to prawdziwa księżniczka zaklęta w delikatnym, miękkim futerku. Kryje w sobie tajemnice, których nie zdradza od tak. Lekko skryta, trochę nieśmiała swoje sekrety powierza futrzastym towarzyszom, najbardziej ceniąc sobie dobry kontakt z mamą, a nas, ludzi początkowo trzyma na dystans. Roztacza aurę nieprzystępności, uwodzi, hipnotyzuje spojrzeniem. Pogłaskać ją jest łatwo, ale zdobyć jej przyjaźń - na to trzeba popracować. Nawiązać wieź z Topcią, stać się jej przyjacielem to zaszczyt, wielka radość i jeszcze większa duma. Topcia jak najbardziej lubi ludzi, ale kocia zabawa i międzykocie przytulanki to jest to.

 Kicia do Kociej Kawiarni trafiła wraz z mamą Kropką i bratem Topikiem. Całą rodzinkę ktoś najprawdopodobniej porzucił na ulicy, ponieważ kotki - oswojone, domowe, zagubione - zostały znalezione, gdy błąkały się przy pętli tramwajowej.  

Kocie dzieciaki

Hyzia i Dyzio


Hyzia i Dyzio, kolejno: trikolorka, biało-rudy. Dwa małe dzieciaki. Jeszcze trochę pstro w główkach, jak to w tym wieku często bywa. Uwielbiają harce, psoty i zabawy i wszystko to co małe tygryski lubią. Wspinaczki gdzie tylko się da, brojenie za sto kotków, zaczepianie starszych kumpli, wieczne poszukiwania przygody! Ale jak na małe dzieci przystało - snu także nigdy za wiele. Trochę pobrykają, trochę pośpią i znów od początku. Zabawa, zabawa, spanko i znów ruszamy na podbój świata. Oczywiście znajdują też czas dla człowieka, chociaż jak wiadomo - czasu małe kotki mają mało. Można je wyprzytulać, wygłaskać, gdy śpią. Zaczynają wtedy mruczeć, tulić się... rozbrajać człowieka na łopatki. Lubią zasypiać na kolanach. Ale trwa to tylko chwilę, bo kiedy tylko - zaspane - odzyskają świadomość, zaraz przypominają sobie o napiętym grafiku i pędzą na przód, byle nie stracić okazji do zabawy. Dwa małe kotki psotki, które dopiero uczą się życia i bycia dużymi kotkami.

Kociaki do Kociej Kawiarni trafiły z działki, gdzie zostały znalezione jako sierotki. U nas zaadoptowała je Kropka - zajęła się nimi jak własnymi dziećmi, dzięki czemu Hyzia i Dyzio odzyskały szansę na beztroskie dzieciństwo.

Pantera i Puma

Dimi i Szredi

Czarna smukła pantera i - ponieważ tutaj pojawia się nieco krągłości na pyszczku i całości - czarna puma. Piękne? Przepiękne! Futro lśniące, ruchy iście kocie, oczy pełne magnetyzmu - można przepaść na ich punkcie. Fascynują. Budzą wszelkie instynkty opiekuńcze - poznajesz je i masz ochotę ogrzać ich serduszka. Dimi i Szredi to kocie wyzwania, są płochliwi, trochę bojaźliwi, płoszą ich hałasy i szybsze ruchy. Nie ufają każdemu, potrzebują czasu by komuś zaufać, bardzo ostrożnie lokują swoje uczucia. Przełamują się każdego dnia coraz bardziej, jednak wciąż pozostają kotkami na dystans. Kotkami, które jeszcze wymagają oswojenia. Kruszymy ich lody, ale stopniowo. Czarodziejskie koty odczarować można tylko powoli i cierpliwie. Jest jeden klucz do ich serc - zabawa! Kochają sznureczki, piórka, piłki. W trakcie zabawy zapominają o strachu i z szaleńczą iskrą w oku urządzają dzikie harce.

Bracia trafili do nas z domu tymczasowego, który to wcześniej przejął ich z zaprzyjaźnionego przytuliska. Kocurki są ze sobą bardzo związane, a jako dzikuski miały małe szanse na znalezienie domu. U nas znalazły swój kącik, a co najważniejsze - są razem.

Troskliwa mama

Kropka


Kropka - i z nią to w zasadzie tak jest - stawia kropki i nie ma miejsca na ustępstwa. Nie ma ochoty na głaskanie - zignoruje Cię całkowicie. Żadne kicianie, żadne kropeczkowanie - nie da niej czekoladki i kwiaty na przymilenie się. Najbardziej na świecie Kropka kocha swoją rodzinę - swoje dzieci, te rodzone i te przybrane. Ludzie są dla niej tylko elementem otoczenia, które akceptuje, uznaje, ale nie jest to dla niej najistotniejszy fakt na świecie. Chociaż głaskanie też jest całkiem miłe. We śnie mizianie po brzuszku. Albo na dobranoc za uszkiem podrapać. Ale tylko wówczas gdy dopisuje kropkowy humor. I gdy Kropka uzna, że jesteś człowiekiem, z którym można porozmawiać, który jest wart uwagi. Na cdzień Kropka ceni przestrzeń, spokój i cudownie matkuje innym kotom. To rozczulająca kotka, od której człowiek mógłby się uczyć oddania bliskim i cierpliwości.

Trafiła do nas z dwójką kociaków - Topikiem i Topcią - z ulicy, ktoś całą rodzinkę najprawdopodobniej porzucił. Dodatkowo Kropka zaadoptowała dwójkę osieroconych kociąt - Hyzię i Dyzia. Cudowna, troskliwa z niej mama, która dzielnie opiekuje się całą czwórkę.

Majestatyczny kociotygrys

Pablo


Łamacz serc o rubensowskich kształtach i ognistorudym futrze. Dystyngowany, majestatyczny kociotygrys, który kroczy z dumą i wdziękiem przed siebie, nie oglądając się za bardzo na innych. To arystokrata, o którego trzeba zabiegać stale każdego dnia od nowa. Ma w sobie mnóstwo miłości, ale dawkuje ją człowiekowi zgodnie z aktualnym humorem. Potrzebuje przestrzeni, by wyrażać swoje uczucia i emocje. Jeśli ma ochotę - przyjdzie i na chwilę będzie cały, caluteńki Twój; jeśli nie - możesz wołać bez końca, przymilać się, ale to na nic. Pablo realizuje wyłącznie swoje plany. Twoje? Zignoruje. Ale czy nie​​ za to właśnie kochamy koty? Tę pewność siebie i rozbrajające przekonanie o swojej cudowności? Za niezależność i lekko wyniosłą naturę? Jak na Pana Kota przystało - lubi pospać, a harce i wygłupy pozostawia innym. Ma dopiero kilka lata, ale na co dzień bywa bardzo poważny. Cóż - ksywka Kociego Prezesa do czegoś zobowiązuje. 

Pablo trafił do Kociej Kawiarni z ulicy. Błąkał się po osiedlu wraz z innym kotkiem, którego ktoś przygarnął. Pablo dalej błąkał się samotnie, aż w końcu odnalazł swój kącik u nas.